Pokazywanie postów oznaczonych etykietą militaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą militaria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 maja 2010

Wojskowy komiks ze Skwierzyny





A dziś... "komiks", czyli fotoreportaż z festynu charytatywnego w Skwierzynie. Był paintball, pojazdy wojskowe,   koncerty lokalnych zespołów rockowych, zwiedzanie bunkrów z przewodnikiem...
 
Tak to wygląda z zewnątrz - a teraz zapraszam do oglądania wystroju wnętrz...





W pewnym momencie słyszę jakieś nawoływania, czuję za sobą ruch ludzi, pojazd zaczyna ruszać

Tak, to paintbalowy atak o most. Zostaję trochę z tyłu, jednak gdy żołnierze za bardzo się oddalają, idę za nimi... wokół widzę i słyszę kolorowe kulki, trzymam się na tyle daleko, że bezwładnie spadają wokół mnie na ziemię. Wiele odbija się od kamizelki, nie mając siły pęknąć. 


Niby żadna nie trafia znacząco, jednak to za duże ryzyko, i dla aparatu, i dla oczu i całej głowy. Niby żadna nie trafia powyżej piersi, jednak wolę nie ryzykować - ludzie strzelają, pan Bóg kule nosi. Dalszy ciąg bitwy wolę oglądać zza siatki.



A tak wyglądał wóz po bitwie, już raczej bez szans zamaskowania się w lesie, jakby na pojazd bojowy wypadało...



To działo się na moście, lecz może pora pójść na polanę, gdzie odbywa się właściwy festyn? Dostępu broni stanowisko karabinu maszynowego, na szczęście jego obsługa przyjaźnie stoi obok...



piątek, 7 maja 2010

Mały przewodnik po Ściechowie

Niedawno opisywałem Ściechów, najpiękniejszą wioskę północnolubuskiego – tym razem parę rad praktycznych, ułatwiających odnalezienie opisanych atrakcji. 

1. Kolorowy ogródek (mniej więcej środek drogi z centrum na wschód) – na szczęście nie ogrodzony, więc wejść łatwo, ale zawsze to lepiej spróbować spytać właściciela. I tu uwaga – nie zaglądajcie do najbliższego, stojącego po drugiej stronie ulicy, bo tam co najwyżej poradę możecie uzyskać. Warto przejść się o jeden dom na wschód, podobno tam mieszka właściciel, i jak słyszałem od właściciela czołgów, bardzo gościnny człowiek (choć czy nie jest to typowa cecha mieszkańców wsi?).

2.Militaria – szukamy je na wschodnim końcu wioski. Numer? Jakieś 140... choć dwa pojazdy stoją na polu, a kolejne widać tuż zza furtki, tu też warto zapytać gospodarza. To sąsiadujący ze złomowiskiem domek. Gospodarz, pan Czesław Pirzecki, jak sam siebie określa „ruski człowiek” (w znaczeniu: gościnny, przyjazny), z radością opowie wam o wszystkich tych pojazdach, także tych ukrytych głęboko w podwórzu, tych już odrestaurowanych i tych, które czekają na przywrócenie im ich blasku. W sezonie nawet możecie się przejechać tymi pojazdami, oczywiście za opłatą (20zł za pojazd opancerzony, 50zł za jazdę czołgiem).
Ocalony od zniszczenia
Choć oburzy się, że nie znacie historii spalonej wsi, ale z jeszcze większą radością wam ją opowie, a trzeba przyznać, że historia to nie tylko ciekawa, ale i pięknie opowiedziana, potrafiąca sprawić że czujemy się, jakbyśmy to my sami siedzieli w tych czołgach i walczyli w obronie... nie, nawet nie ojczyzny, bo historia mówi o naszych przyjaciołach zza wschodu, którzy walczyli o „wolność bardziej waszą niż naszą”, bo sami już nie wiedzieli, jak daleko się zapędzili od swej ojczyzny. Jedno nieostrożne słowo, napomknięcie o motorach – i przeciągnie was przez wszystkie swoje stodoły, abyście obejrzeli jego kolekcję WSM-ek, podobno uwzględniającą wszystkie wersje jakie zostały kiedykolwiek zbudowane. 
Już widać fundamenty przyszłego muzeum, w którym zostaną one wyeksponowane – ale wiadomo, jak się buduje w Polsce, więc zostane ono otwarte najwcześniej w październiku, ale pan Rzepicki już zapowiada, że w sezonie letnim chce je pokazywać pod gołym niebem.
Ale spróbujcie nie uszanować praw gospodarza, spróbujcie wejść na jego teren bez pytania, to będziecie uciekać jakby ktoś do was strzelał z dubeltówki (i sam osobiście widziałem takich natrętów, postraszonych zwykłym, prostym gestem) – a przecież wystarczy podejść, spytać, to naprawdę gościnny i „swój człowiek”.
Choć pamiętajcie – to nie jest szybka atrakcja, „krótki przejazd karuzelą” do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w naszym zaganianym, codziennym świecie, odwiedzenie tego miejsca zajmuje trochę czasu, a co gorsza, dzięki jego talentowi oddziedziczonym zapewne po jakichś bardach, nawet nie zauważycie, jak szybko mija czas, jak bardzo późno się zrobiło... a przecież wokół jeszcze tyle atrakcji do obejrzenia...

3.Jeśli szukacie wodospadu, o którym wspominałem, to idąc od wschodniego końca wioski, to jest to pierwsze gospodarstwo po lewej za gospodarstwem z militariami. Co prawda wodospad znajduje się na terenie prywatnego ogródka, to jednak bardzo ładnie go widać zza płotu. Oczywiście, nie należy przesadzać ze wścibskością i uszanować prywatność gospodarzy ogródka – właśnie dlatego nie mam zdjęcia obrazującego ten sztuczny ruczaj

wtorek, 27 kwietnia 2010

Najpiękniejsza wioska północnolubuskiego

Ściechów – trafiłem tu przypadkiem. Ot, idąc wokół jeziora Marwicko trzeba było ledwie ją zachaczyć, ledwie do pierwszego skrzyżowania dojść. Ale ledwo przeszedłem za tabliczkę z nazwą miejscowości, pierwszy budynek... i piękne, zielonobiałe drzwi, z obłażącą farbą, z piękną fakturą drzewno-farbianą. Obok łódek, to chyba jeden z moich ulubionych detali do fotografii. Więc nagła myśl – a wejdźmy kawałek. Choć wioski to nie jakieś skupisko zabytków, jak duże miasta, ale też mają swoje uroki.

Więc idę, rozglądam się wokół... ooo, czołg (no dobrze, „wóz opancerzony”) w podwórku... a obok niego drugi. I armata... a na polu jeszcze jeden. Więc idę jeszcze kawałek. Po lewej, za ogrodzeniem, słychać szum wody – tym razem wysoki (3 metry?), kamienny wodospadzik w ogródku. Kawałek dalej – i znowu piękne drzwi, tym razem jednobarwne. I znowu skierowane na południe – codzienne południowe słońce wypala farbę, sprawia, że się łuszczy, a drewno powoli pęka wzdłuż słojów.
Ale idziemy dalej... ogródek, a w nim bajecznie kolorowe narzędzia rolne, rolnicza dwukółka, pług, brona, a obok wielka prasa – czy do wyciskania oleju z nasion? A może do wyciskania winogron? Kto wie? Pamiętacie ogródek z Roszkowic - tak, to taki sam, tylko wszystko gęściej poustawiane.
I jeszcze kawałek, jeszcze kawalątek... po prawej w oddali jakieś oczka wodne, otoczone wyschniętymi trzcinami i zielenią dopiero wznoszących się ponad ziemię zbóż. Po lewej swym łomotaniem uwagę przyciąga biało-czerwona flaga – i od razu swój urok odsłania porzucony ganek, gospodarska graciarnia zarośnięta bluszczem. A jak już patrzymy w tą stronę, to jak nie zauważyć dekoracyjnego zielonego przedsionka?
Kolejny domek, tuż przed sklepem – stara ruina, aż strach do niej wejść. Ale jakże pięknie wygląda stary mur pruski, tynk nie gładki, ale właśnie obsypujący się, tak szorstki, że czuć to nawet oczami. I jak tu nie wspomnieć o fantastycznych bruzdach drewnianego okna, które już dawno zapomniało o czasach świetności?

Gdzie indziej, klimat jakże wiejski, ale jakże rzadko spotykany – bielone ściany silnie odcinają się od czerwieni palonej, ceglanej dachówki, a wszystko na kontrastującym tle niebieskiego nieba. Dla niektórych Grecja to kolory Santorini – biel z wąskimi detalami niebieskimi, rzadziej czerwonymi czy zielonymi, to kolory flagi – biel i niebieski.  A ja właśnie tak zapamiętałem Ateny – biel tynku, pomarańcz lub czerwień dachówek i niebieskie niebo.
I jeszcze kawałek, i jeszcze jedne obdrapane drzwi i jeszcze jeden cud, i jeszcze jakiś sielankowy obrazek. I jakże skromnie na tym tle wypada kościółek, zazwyczaj najbardziej zadbane miejsce wioski, największa duma chłopskiej społeczności. Ot, zwykły, bardzo prosty kościółek wiejski – ale czy do tego miejsca pasowałaby pełna przepychu „miejska” katedra?

To tylko kawałek cudów, słowa rzadko kiedy potrafią oddać piękno miejsca, a i mnie gdzie się równać wieszczom. A to przecież tylko jedna odnóżka tej wioski, to tylko krótka, wschodnia „bocznica” - a nie oglądałem jeszcze całej wioski.

sobota, 19 września 2009

X Dni Twierdzy Kostrzyńskiej - inscenizacja

No i "mięsko" całej imprezy... INSCENIZACJA
Tu jeszcze odpoczynek przed atakiem...
Niestety, nie obyło się bez wypadku. Najprawdopodobniej źle domknięty zamek armaty otworzył się w trakcie wystrzału, a artylerzysta dostał nim w twarz. Reakcji zarówno inscenizatorów, jak i organizatorów całej imprezy nie można uznać za błyskawiczną, jednak na szczęscie wypadek nie był groźny i skończyło się na drobnych złamaniach nosa i palców.





Szarża ułańska biegnie po pomoc dla rannego artylerzysty
Strona radziecka jeszcze nie wie co się dzieje i kontynuuje inscenizację






A to już własciwa inscenizacja... feralna armata artyleryjska służy już tylko jako miejsce do schowania się...
Cóż to za atak bez flagi?

Niemcy opatrują rannych - zwycięzcy pilnują, żeby jednak nie była to przykrywka dla wrogich akcji
Typowy rosyjski szaberek - wszak wiadomo, że rosyjska armia miała porządne, niemieckie buty ;)

Żeby nie było wątpliwosci kto wygrał - piękna czerwona flaga z sierpem i młotem
Duma na twarzach zwycięzców

X Dni Twierdzy Kostrzyńskiej - początek

Jak co roku, Twierdza Kostrzyn organizowała Dni Twierdzy Kostrzyńskiej. W planach - przemarsz uczniów szkół podstawowych w strojach historycznych, parę innych historycznych przebierańców (w tym gwardzisci kostrzyńscy) i inscenizacja walk o twierdzę Kostrzyn.




I jakie rozkazy przyjdą?         "Gwardzianka" dumna z kostrzyńskiego wina





No i oczywiscie ludzie z grupy rekonstrukcyjnej przeprowadzającej inscenizację
A to już... przebrania z innych okresów ;)
No i oczywicie, kostrzyńskie krajobrazy

A na koniec - gwardzisci jeszcze raz, tym razem odpoczywający po trudach zwiedzania